,,Moja algierska rodzina’’ - recenzja książki i moje subiektywne spostrzeżenia


Książkę poleciła mi jedna z obserwatorek mojego profilu na Instagramie wiedząc, że prowadzę profil na temat Algierii. Ponieważ od lat interesuję się tym krajem bardzo ucieszyłam się, że na rynku wydawniczym pojawiła się nowa pozycja na jego temat. Właściwie wszystkie książki o Algierii jakie dostępne są w Polsce pochodzą z lat 60. i 70., więc z kompletnie z nieaktualnymi informacjami. Zdecydowanie brakuje w Polsce książek na temat tego kraju. Po poleceniu ,, Mojej algierskiej rodziny’’, szybko wpisałam jej tytuł do internetu, aby dowiedzieć się o czym tak naprawdę jest. Sam opis oraz jej fragment zachęcił mnie do jej przeczytania.

Oto opis zamieszczony na okładce z tyłu książki, dostępny także w internecie:

,,Alice Schwarzer zaprzyjaźniła się z algierską dziennikarką Dżamilą w 1989 roku. Później poznała jej rodziców, braci, siostry, bratanków i siostrzeńców. Odwiedzając Algierię, świętowała z nimi Nowy Rok, tańczyła na weselach, rozmawiała o życiu, lękach i nadziejach, by w końcu – wspólnie z fotografką Bettiną Flitner – odmalować szczególny portret rodzinny. Starsze pokolenie, naznaczone okresem kolonialnym, wspomina wojnę o niepodległość i okres odnowy, gdy Algieria stała się „mekką rewolucjonistów”. Na tożsamość średniego pokolenia największy wpływ miała tak zwana czarna dekada, czasy terroru islamistów i represji politycznych. I w końcu młodzi, rozdarci między tradycją a nowoczesnością, nie wiedzą jeszcze, w którą stronę zaniesie ich nurt historii.
A choć wśród rozmówców Schwarzer nie brakuje mężczyzn, szczególnie poruszające są spotkania tej niemieckiej feministki z kobietami – o różnych życiorysach, światopoglądach, marzeniach i ambicjach, ale wspierających się nawzajem w nieprzyjaznym kobietom świecie’. 

Autorką książki jest Alice Schwarzer, niemiecka dziennikarka i eseistka. Działaczka ruchu pro choice. Założycielka, wydawczyni i redaktorka pisma ,,Emma’’, reporterka od lat jeżdżąca do Algierii. Fotografie do książki wykonała żona autorki, Bettina Flitner. 

Na zdjęciu część członków tytułowej algierskiej rodziny. W środku autorka książki
foto: Bettina Flitner

,,Moja algierska rodzina’’ to zbiór rozmów z Algierczykami, głównie z kobietami, ale również kilkoma mężczyznami. Współczesne realia Algierii (autorka książki prowadziła swoje rozmowy w 2016 i 2017 roku, zaś książka została oddana do druku na początku 2018 roku) opisują rozmówcy w różnym przedziale wiekowym, o różnych poglądach i wykształceniu. Rozmówcy Alice Schwarzer wspominają także czasy, gdy Algieria była kolonizowana przez Francję, wojnę o wyzwolenie Algierii między Algierią a Francją i czasy tzw. czarnej dekady, gdy kraj pogrążony był w terroryzmie. 
Algierczycy, z którymi rozmawia Schwarzer nie unikają odpowiedzi na trudne i kontrowersyjne pytania, nie unikają niewygodnych tematów takich chociażby jak Sylwestrowa noc w Kolonii w 2016 roku, polityka imigracyjna Francji, zamachy terrorystyczne, frustracja młodych mężczyzn na punkcie seksu, konserwatyzm religijny itp.

Niewątpliwym atutem tej książki jest to, że dzięki niej poznajemy Algierczyków którym daleko do stereotypu. Nareszcie ktoś zwrócił uwagę na to, że ten kraj nie jest zamieszkiwany wyłącznie przez praktykujących, tradycyjnych muzułmanów. Zazwyczaj gdy ktoś bierze się za pisanie książek o krajach arabskich wrzuca wszystkich jej mieszkańców do jednego worka, absolutnie pomijając osoby praktykujące wedle własnych zasad, osoby nie praktykujące, agnostyków, osoby bez religii i osoby niewierzące. Tymczasem nawet wśród praktykujących muzułmanów jest wiele różnic i zazwyczaj każdy z nich ma inne podejście do tych samych spraw. 

Zaskakującym dla wielu osób (szczególnie tych którzy uważają, że każda muzułmanka nosząca chustę robi to wyłącznie z własnej woli, z pobudek osobistych) może być to, że większość rozmówczyń jest albo przeciwna hidżabowi albo mówi wprost o powodach dla których część Algierek go nosi (okazuje się bowiem, że znaczna część kobiet nosi, bo rodzina lub mąż do tego zmusza lub naciska/ z powodu presji społecznej/ bo tak robią kobiety w rodzinie/ bo tak się robi i już/bo zaczęły nosić w czasie gdy w Algierii panował terroryzm i tak już im zostało). 

Oto kilka interesujących fragmentów:

,,Wcześniej przed czarną dekadą- mówi ich matka Zohra, która też nigdy nie zasłaniała włosów- kobieta w chuście to był ktoś zacofany (…) ,,W latach dziewiędziesiątych wiele kobiet nosiło chusty ze strachu. A potem się do tego przyzwyczaiły- dodaje Mounia’’.

,,Kiedyś w Algierii, która słynęła z uprawy winorośli, piliśmy alkohol, tak samo jak wy. Nie miało żadnego znaczenia, czy ktoś jest wierzący czy nie. Tak samo tradycyjny strój zakrywający twarz, haik, był noszony jedynie przez kobiety na wsi lub w szczególnie konserwatywnych środowiskach; ale kobietom takim jak ja, młodym, aktywnym zawodowo, w życiu nie przyszłoby do głowy, żeby zasłaniać twarz’’. 

,,Właśnie tutaj, w stolicy wyraźnie widać, że emancypacja kobiet to kwestia klasowa. Im biedniejsza dzielnica, tym więcej chust;im więcej uprzywilejowanych mieszkańców, tym chust mniej’’.
,,Kiedy się skarżyłyśmy, mówili tylko ,,A dlaczego wy też nie nosicie chust?’’, Ale dla mnie to nigdy nie wchodziło w grę. Dla mnie chusta oznacza podległość’. 

,,Kiedyś religijność była okazywana bardziej dyskretnie. Modlitwa była czymś osobistym. Ludzie modlili się przeważnie w domu, w bocznym pomieszczeniu''. 

Cytaty z książki “Moja algierska rodzina”, autorstwa Alice Schwarzer, wyd. Czarne


Bardzo podoba mi się to, że w książce nie brakuje tego typu opinii Algierczyków, bo to potwierdza tylko to o czym wspomniałam wyżej- nie każda kobieta nosząca hidżab podjęła samodzielną, przemyślaną decyzję nie podyktowaną czyjąś presją. Z drugiej strony zabrakło tu chociażby krótkiej wzmianki o tym, że są takie Algierki, które faktycznie zakładają nakrycie głowy z własnej woli, z potrzeby serca, z pobudek czysto religijnych, nie są do tego ani zmuszane ani nie odczuwają presji. Gdy poruszam temat hidżabu na swoim instagramowym profilu zawsze staram się być obiektywna i podkreślam, że są takie i takie przypadki. Tutaj zostało to przemilczane. Zabrakło mi także wzmianki o bardzo otwartych algierskich rodzinach, w których córki prowadzą swobodne życie (na miarę możliwości tego kraju i społeczeństwa) - wychodzą na dyskoteki, spotykają się jawnie z chłopakami. Takie rodziny też istnieją, szczególnie w dużych miastach. Autorka jednak o nich nie wspomina.

Ucieszył mnie fakt ukazania różnych stylów życia kobiet. Są tu Algierki, które nie pracują zawodowo, ale mają swobodę w przemieszczaniu się, są Algierki które całe dnie spędzają w domu a z niego wychodzą tylko w towarzystwie męża i są Algierki które pracują, robią karierę, żyją swobodnie. Są kobiety, które poznały mężów samodzielnie, spotykały się z nimi przed ślubem i są kobiety, które miały tak zwane aranżowane małżeństwa. Są kobiety, które mają mężów tradycjonalistów, inne konserwatystów a jeszcze inne otwartych, tolerancyjnych, takich, którzy pomagają im w obowiązkach domowych i przy dzieciach.

Dużo miejsca zostało poświęcone rozmowom na temat wojny algiersko-francuskiej, walki Algierczyków o niepodległość swojego kraju czy terroryzmu sprzed 20 lat. Wszyscy rozmówcy mocno zaakcentowali swój sprzeciw wobec terrorystów i ich działań. Wspominali swoje przeżycia z tamtego okresu. W książce nie brakuje także oceny obecnej sytuacji politycznej i społecznej, podejścia Algierczyków do wielu różnych tematów. Pojawiają się głosy, że religia powinna być sprawą wyłącznie osobistą, a także opinie o tym czy laicyzm powinien dominować w Algierii i czy ma na to szanse.  
Słusznie zostało zaakcentowane to, że wielu Algierczyków spożywa alkohol. Jeden z rozmówców pije whisky, dla pozoru nalewając ją sobie do szklaneczki na herbatę. Inny pije piwo. Jeszcze inna rozmówczyni pije od czasu do czasu wino. Nikt nie udaje, że takie zjawisko jak picie alkoholu przez wielu Algierczyków nie istnieje. Chociaż tutaj muszę dodać, że zdziwił mnie pewien fragment- zarówno w kontekście alkoholu jak i chusty:

,,Dzisiaj natomiast alkohol i chusta to znaki, po których się rozpoznajemy, i albo nas dzielą albo łączą. Nikt, kto pije w obecności innych ludzi, nie może być islamistą, z całą pewnością. Żadna kobieta, która ma odwagę wyjść z odkrytą głową na ulicę, na pewno nie jest islamistką. W przypadku pozostałych powinniśmy zachować ostrożność. Przynajmniej my, nie islamiści’’. 

Moim zdaniem porównanie dość niesprawiedliwe ponieważ to, że ktoś nie pije alkoholu albo nosi chustę nie równa się temu, że ma konserwatywne poglądy. Może tak być ale wcale nie musi. Osobiście znam kilku Algierczyków i Algierki, którzy faktycznie nie piją alkoholu a kobiety dodatkowo noszą też chusty, ale mimo tego absolutnie daleko im do bycia ,,islamistami’’. Większość z tych osób nawet nie jest konserwatystami religijnymi, nie jest radykalna w swych poglądach.


Druga rzecz, jaka niepokoi mnie w tym i nie tylko tym fragmencie (znalazłam takich kilka przykładów), to moim zdaniem błędne tłumaczenie. Słowo islamista w tym kontekście w ogóle nie pasuje. Ponieważ wyłapałam kilka takich fragmentów postanowiłam skontaktować się z wydawnictwem Czarne, aby podzielić się swoją opinią i zapytać, jak się do tego ustosunkują.
Zauważyłam, że często, niezależnie od kontekstu używa się słowa ,,islamiści". O ile w kontekście terrorystów jest to uzasadnione i faktycznie tak się często mówi, co więcej mówią o nich w ten sposób sami Algierczycy, tak w przypadku osób praktykujących religię jest to błędne tłumaczenie. W tekście powinni zostać nazywani muzułmanami, a nie islamistami. Znalazłam kilkanaście takich fragmentów w książce. Wprowadza to w błąd czytelnika sugerując mu po pierwsze, że to prawidłowa nazwa i zamiast <<muzułmanin>> można mówić <<islamista>>. Po drugie sugeruje że wszyscy muzułmanie to islamiści czyli osoby skrajne w swych poglądach, może nawet terroryści. Podam kilka przykładów:

,,ale zanim generałowie dopuścili do władzy islamistów, zdecydowali się jeszcze raz postawić na autokratyczny reżim militarny"- tutaj tłumaczenie pasuje do kontekstu

,,niektórzy młodzi islamiści dawali się tak podburzyć, że mordowali nawet swoich rodziców"- tutaj tłumaczenie pasuje do kontekstu

,,ale my w latach dziewięćdziesiątych mieliśmy dwieście tysięcy ofiar islamistów"- tutaj tłumaczenie pasuje do kontekstu

,,islamiści wszędzie ustawiali blokady. Kto miał szczęście, unikał śmierci. Przeważnie napastnicy nie ograniczali się do rabunku, tylko podrzynali ludziom gardła"- tutaj tłumaczenie pasuje do kontekstu

Ale tutaj:

,,nikt kto pije w obecności innych ludzi nie może być islamistą, z całą pewnością. Żadna kobieta która ma odwagę wyjść z odkrytą głową na ulicę na pewno nie jest islamistką. W przypadku pozostałych powinniśmy zachować ostrożność. Przynajmniej my, nieislamiści"- tutaj tłumaczenie błędne. Sugeruje, że kobiety w chustce to islamistki tak jak osoby nie pijące. W tym kontekście powinno zostać użyte słowo muzułmanie lub praktykujący muzułmanie. Islamiści kojarzą się bowiem jednoznacznie z terrorystami lub osobami skrajnymi które chcą za pomocą religii przejąć władzę.

,,w prawodawstwie funkcjonują równolegle prawa francuskie i islamskie"- tutaj tłumaczenie błędne. Moim zdaniem powinno zostać przetłumaczone jako ,,francuskie i muzułmańskie"

Cytaty z książki ,,Moja algierska rodzina’’ autorstwa Alice Schwarzer, wyd. Czarne

***

Oto co odpowiedziało mi Wydawnictwo Czarne:

,,Co do kwestii islamista/muzułmanin, odsyłamy do Słownika języka polskiego PWN:
islamista
1. «badacz, znawca islamu»
2. «zwolennik islamizmu»
3. «wyznawca islamu»
islamizm – rygorystyczne przestrzeganie zasad islamu połączone z dążeniem do wprowadzenia ustroju państwowego opierającego się na religijnym prawie islamu»  
Każdy islamista jest muzułmaninem, nie każdy muzułmanin jest islamistą. Rozróżnienie, kiedy mowa o fundamentalistach (2. wariant definicji słownikowej), a kiedy po prostu o wyznawcach islamu (3. wariant definicji słownikowej) jest śliska. 
Jeśli w przytoczonym zdaniu "Żadna kobieta, która ma odwagę wyjść z odkrytą głową na ulicę, na pewno nie jest islamistką", zmienilibyśmy na "muzułmanką" – mogłoby to być mylące, bo przecież nie każda kobieta wyznająca islam nosi chustę (czego przykładem są opisywane w książce członkinie tytułowej algierskiej rodziny). W tym kontekście chodzi raczej o kobiety o radykalnych poglądach. 
W zdaniu "Islamizm daje korzyści tylko facetom" zmiana na "islam" sugerowałaby, że cała religia jest antyfeministyczna. Chcąc uciec od takich (dla wielu zapewne krzywdzących) wniosków, lepiej odnieść się do radykalnej wersji islamu, czyli islamizmu.
,,W prawodawstwie funkcjonują równolegle prawa francuskie i islamskie" – prawo muzułmańskie odnosiłoby się raczej do praktyk religijnych, a nie prawodawstwa państwowego. To islamizm przejawia chęć wpływu na ustrój państwowy''. 

***

Niestety nie podzielam zdania redakcji. Dlaczego? Bo Fakt, że w słowniku coś jakoś funkcjonuje to jedno, ale jak dane słowo jest używane w języku potocznym, to inna sprawa. Owszem według słownikowej definicji islamista, to zwolennik, wyznawca islamu, a także badacz, znawca islamu. Jednak przeciętny odbiorca o tym nie wie, przeciętnemu odbiorcy islamista kojarzy się zupełnie z kimś innym - islamista w znaczeniu fundamentalizmu religijnego, ekstremista muzułmański. Słowa tego powszechnie używają zresztą przeciętni Algierczycy ale wyłącznie wobec takich właśnie osób. Islamista moim zdaniem jest słowem ,,śliskim’’, ma wydźwięk pejoratywy. Słysząc to słowo od razu mamy przed oczami osobę ,,nawiedzona’’ religijnie, osobę która powołując się na religie dokonuje złych rzeczy, krzywdzi innych słowem lub czynem. Radykała religijnego lepiej nazwać po prostu radykałem, konserwatystą, konserwatywnym muzułmaninem ale nie islamistą. Jak wspomniałam wcześniej ,,islamista’’ jak sami nazywają ich Algierczycy pasuje w kontekście terroryzmu, osób które za pomocą religii straszą innych, wprowadzają swoje rządy, krzywdzą ludzi. 

Takie błędne tłumaczenie powoduje jedynie dwie szkodliwe rzeczy. Pierwsza - sugeruje że muzułmanów można naprzemiennie nazywać islamistami, że islamista to określenie tyczące się każdej bardziej konserwatywnej osoby. Druga - sugerować może, że każdy kto ma bardziej konserwatywne podejście do religii, jest bardziej praktykujący to islamista. Definicja słownikowa to jedno a język potoczny to drugie. Niestety moją opinie potwierdza fakt, że obecnie wiele osób chcąc pogardliwie lub kpiąco nazwać osobę wyznającą islam nazywają ją islamistą oraz to, że kilku moich znajomych Algierczyków, którym tłumaczyłam fragmenty poparło moje stanowisko, również zauważając, że to błędne i krzywdzące tłumaczenie.

Ciekawie na ten temat wypowiedział się (w programie ,,Minęła dwudziesta’’ w TVP Info) Mohamed Adham Abd El Aal, przewodniczący Muzułmańskiego Związku Religijnego w Warszawie.
,,Muzułmanin dba o własną modlitwę, a islamista pilnuje, żeby inni się modlili i robili tak jak on chce. Nie każdy muzułmanin jest islamistą. Każdy porządny muzułmanin jest przeciwny temu, co robią islamiści”.

Wikipedia podaje zaś, że obecnie pojęcie muzułmanin jest bardzo często mylone lub utożsamiane z pojęciem islamista. W istocie muzułmanin to wyznawca islamu, natomiast islamista – zwolennik doktryny politycznej, zwanej islamizmem. słowo islamista nabrało pejoratywnego znaczenia przez bezkrytyczne stosowanie kalki z języka francuskiego i angielskiego. Dlatego moim zdaniem jest to błąd w tłumaczeniu, być może spowodowany niedostatecznym zorientowaniem się tłumaczki w temacie. 


Czy warto przeczytać tę książkę?

Podsumowując uważam, że książka jest naprawdę ciekawie napisana, obiektywna, ukazuje Algierię w rzeczywistym świetle, bez lukrowania, bez głupiej poprawności politycznej, bez udawanego zachwytu nad religią czy tradycją, ale z drugiej strony bez oceniania, bez wywyższania się. Autorka nikogo nie obraża, nie wyśmiewa czyichś poglądów jeśli mocno odbiegają od jej własnych. Ma wśród swoich przyjaciół zarówno osoby sumiennie praktykujące swoją religię, jak i nie praktykujące, praktykujące wybiórczo a nawet niewierzące. Na tym polega dobra jakość treści w tej pozycji. To jej największy atut - autentyczność. Dzięki temu dowiadujemy się, że Algieria tak jak każdy inny kraj na świecie ma różne oblicza, a jej mieszkańcy różnią się od siebie, mają różne poglądy i różne style życia. 
Szczerze polecam Wam ,,Moją algierską rodzinę’’, naprawdę warto ją przeczytać. Dowiecie się wielu ciekawych rzeczy z historii Algierii, poznacie podejście Algierczyków do różnych kwestii z ich kultury, religii czy tradycji. No i na pewno czytając tę książkę nie raz się zdziwicie...


Komentarze